środa, 16 sierpnia 2017

Kategoryzujemy i bogacimy słownik.



Kolejna fajna pomoc ze strony Soyvisual.

Od zawsze pracuję nad bogaceniem słownika czynnego i biernego.
Lubię też, gdy pomoce są bardzo realistyczne.
Może dlatego, że wielu moich podopiecznych
 jest na takim etapie rozwoju, że im wtedy łatwiej?

Wydrukowałam, przerobiłam nazwy sklepów na język polski 
(choć na szyldach sklepików zostały oryginalne nazwy).
Zalaminowałam, zbinowałam, dokleiłam rzepy 
i mam piekną pomoc do kategoryzacji, 
poszerzania słownictwa i budowania mowy zdaniowej.

Dziś na zajęciach wybrałam materiał wyrazowy - produkty dwóch sklepów.



Zadaniem dziecka było wybranie właściwych produktów
 i umieszczenie w sklepie.

Nazywaliśmy, budowaliśmy zdania:

- Mama kupiła w aptece bandaż.
- W aptece kupujemy lekarstwa.
itp.


Kiedy na planszy zostały umieszczone wszystkie ilustracje
ćwiczyliśmy nazywanie, definiowanie przez użyteczność,
a także - przy okazji - zapamiętywanie.


Analogicznie wykonaliśmy zadanie ze sklepikiem z warzywami, 
potocznie zwanym "Warzywniakiem". 







Karty dostępne są tutaj: soyvisual

Dziś mam dzieci, które dają radę wybrać przedmioty/produkty z dwóch kategorii,
ale jeśli są na wyższych poziomach 
- można znacznie podnieść poprzeczkę i wymieszać obrazki  kilku, 
a nawet wszystkich sklepów.

Jest to też fajna pomoc dla pacjentów z afazją.


Gdyby ktoś chciał wersję z polskimi nazwami sklepów - zapraszam do kontaktu.
Zostaw w komentarzu dobre słowo i adres e-mail - wyślę ;-)



sobota, 12 sierpnia 2017

Tort - rocznicowy ;-)


Dwadzieścia dwa lata temu przysięgaliśmy sobie,
że na dobre i na złe.

Z tej okazji upiekłam dziś tort.
Bardzo lekki, delikatny. 


Biszkopt rozbiłam po raz pierwszy z przepisu na stronie Moje Wypieki.
Wyszedł puszysty, nie opadł, rewelacja.

Od dziś mam najlepszy biszkopt pod słońcem ;-)

Masa to kremówka z mascarpone.

1 opakowanie kremówki 36% (250 ml)
1 opakowanie serka mascarpone (300g).
3 łyżki cukru pudru.
1 śmietan-fix.
1 opakowanie borówek
1 galaretka przezroczysta Winiary 
(truskawkowo-waniliowa)


Schłodzoną śmietanę kremówkę 36%
ubiłam mikserem z 3 łyżkami cukru pudru 
i śmietan-fixem.
Dokładałam po łyżce serka nadal ubiając.


Tort nasączyłam gorącą wodą z sokiem z połowy cytryny, 
i 2 łyżkami cukru.

Wyłożyłam masę, zostawiając trochę na posmarowanie wierzchu.

Górę udekorowałam borówkami (1 opakowanie)
oraz zalałam galaretką przezroczystą Winiary 
o smaku truskawkowo-waniliowym.


Jest zjawiskowy w smaku,
delikatny dzięki śmietanie z serkiem.
Kwaskowy od smaku borówek.
Słodko-truskawkowy od galaretki.



Przepyszny ;-)



Schab po cygańsku - prosty i pyszny

Najprostszy z obiadów.
I bardzo smaczny.


Potrzebne nam:

1 kg schabu,
0,5 kg marchwi,
0,5 kg cebuli,
0,5 kg sera,
papryka słodka, zioła prowansalskie, sól, pieprz.
majonez - kilka łyżek

Półkę piekarnika wykładam folią 
(bo nie przepadam za szorowaniem jej).

Układam talarki marchwi.


Na marchew układam półplasterki cebuli - można dać więcej, niż ja daję.



Na to sypię paprykę, zioła prowansalskie
(jak zapomnisz - możesz posypać całość - też fajnie smakuje)

Schab kroje w plastry, rozbijam lekko tłuczkiem, solę, pieprzę.
Układam na marchwi i cebuli.


Plastry schabu smaruję majonezem.



Na schab z majonezem kładę starty na wiórki ser.


Całość dokładnie przykrywam folią i wstawiam do nagrzanego piekarnika.


Piekę w 200 stopniach (z termoobiegiem) przez 60 minut.

Po upływie czasu zdejmuję folie i piekę jeszcze 5 minut.

Podaję z ryżem, 
ale fajnie smakuje też na kolację, z chlebem ;-)



Smacznego ;-)

Mozna zrobić mniejszą porcję na kilka kotletów
 - np w naczyniu żaroodpornym.
Ja szykuję więcej ;-)

piątek, 11 sierpnia 2017

Smacznego ;-) - czyli zajęcia z jedzeniem ;-)


Moim ulubionym tematem do rozpoczęcia kontaktu z dzieckiem jest pytanie;
 - co było dzisiaj na obiad (pracuję głównie z małymi dziećmi, 
które mają obiad w przedszkolu, albo dorosłymi - też w porze po obiedzie).

Często dziecko nie wie.
Nie potrafi nazwać potrawy, nie nazywa zupy.
Zawsze jednak wie, że były naleśniki ;-) i rosół ;-)
To takie ulubione potrawy wszystkich maluszków ;-)

Wyszukałam w sieci rysunek garnka, 


ilustracje podstawowych warzyw 



i pracujemy nad:
- bogaceniem słownictwa,
- posiadaniem wiedzy o składnikach zupy,
- budowaniem przymiotnika od rzeczownika,
- wypowiadaniem wyrazów wielosylabowych.

Warto pamiętać, że nie wymyślamy zup, 
z którymi dziecko nie ma szans się zetknąć.


Ilustrację drukuję, wycinam, laminuję.
Rozkładam przed dzieckiem warzywa i nazywamy je.




Najczęściej znane to pomidor, ogórek, pieczarki,
czasem kalafior.
Najmniej znany - szczaw.

Tłumaczę dzieciom, że do zupy wkładamy wiele składników,
ale ten, którego jest najwięcej decyduje o jej smaku i nazwie.

Moje garnki mają podpisane nazwy zup.
Czytam podpis i pytam, z czego jest zupa,
która gotuje się w tym garnku.



Dziecko wysłuchuje w nazwie zupy warzywo i kładzie je na garnku.
Razem nazywamy zupę od warzywa, które zostało wybrane.
(możemy wyklaskać nazwę 
oznaczając każde klaśnięcie klockiem 
i przeliczyć ilość sylab 
- jeśli dziecko jest na takim poziomie,
 że poradzi sobie)

Rozmawiam z dziećmi o tym, które zupy lubią, które jedzą.

Czasem zdarza się, że dziecko mówi:
- a ja lubię jak w zupie jest kalafior i brokuły.
I to mnie bardzo cieszy ;-)


Na zdjęciu dziecko dopasowało wszystkie warzywa do podpisanych garnków.
Samo nazywa zupy patrząc z jakiego warzywa jest ugotowana.



Najbardziej cieszy mnie, gdy na koniec zajęć pyta mamę: 
"mamo -ugotujesz mi zupę pieczarkową?"
Wiem wtedy, że zacznie zastanawiać się, z czego jest zupa, którą je.

W ferworze prac nad zdjęciami zauważyłam, 
że nie ma jednego garnka - 
jest jeszcze zupa ogórkowa ;-)

Oczywiście tłumaczę dzieciom, 
że zupa ogrókowa jest z ogórków, które wcześniej ukiszono,
podobnie z kapuśniakiem.
Tłumaczę też, że buraczkową nazywamy barszczem,
a grzybowa jest smaczna też z suszonych grzybów.

Czasem zdarza się, że dziecko samo mówi:
- a ja najbardziej lubię rosół.
Mam wtedy dodatkowy garnek ;-)


Tłumaczę dziecku, że w rosole jest dużo ważnych warzyw, ale ważniejszy jest:


kurczak/kura ;-)

To naprawdę świetny materiał do budowania wypowiedzi zdaniowej.

Dla moich wiernych "zaglądaczy: niespodzianka - 
pakiet: warzywa, garnek bez podpisu, garnki podpisane
i pakiet warzyw plus kura ;-)

Zostaw dobre słowo w koemntarzu, adres e-mail i czekaj na wiadomość ;-)

Tytułem anegdoty:
Moja córka, gdy miała 2-3-4 lata jadała tylko zupy z buraków. 
Nie do końca kojarzyła, że buraczkowa jest czerwona. 

Za każdym razem, gdy pytała 
- jaka dziś zupa?
mówiliśmy: pomidorowa - zgodnie z prawdą. 
- a z czego?
- z buraków
- a to zjem ;-)

I rosół był z buraków, i ogórkowa z buraków i wiele innych.
Wszystko po to, by zjadła.

Do dziś nam tego nie może wybaczyć ;-)

czwartek, 3 sierpnia 2017

Schab gotowany - wędlina idealna ;-)



Od lat robię. Lubimy wszyscy.
Świetny na kanapkę, ale też na ciepło - do obiadu.

potrzebujemy około 1,2 kg schabu.

Do nacierania:
- 2 łyżeczki soli,
- 2 łyżeczki papryki słodkiej, mielonej
- 1/4 łyżeczki pieprzu czarnego,
- 3 łyżeczki maeranku,
- 1 łyżeczka ziół prowansalskich,
- 1 łyżeczka czosnku (granulowanego lub w proszku)

Przyprawy wysypać na talerz, wymieszać. Natrzeć nimi mięso.
Zawinąć w folię spożywczą. Włożyć na 24 godziny do lodówki.

Do gotowania:
- 3 litry wody,
- 2 łyżki soli,
- 1 łyżka cukru,
- 4 łyżki majonezu (rozmieszać w gorącej wodzie i dolać do przypraw),
- 1 łyżeczka papryki słodkiej,
- 1/4 łyżeczki pieprzu mielonego
- 3-5 ziela angielskiego,
- 2 liście laurowe,
- 2 łyżeczki majeranku

Schab odwinąć z folii, włożyć do wody z przyprawami. Zagotować.
Zmniejszyć ogień - gotować 15 minut.
Wyłączyć.
Zostawić schab w przyprawach na 12 godzin.(na noc)
Nastepnego dnia znowu zagotować - gotowac na małym ogniu 15 minut i wyłączyć.
Gdy ostygnie - wyjąć, osuszyć i .... jeść ;-)

To nasza ulubiona wędlina.
Bardzo ulubiona ;-)




wtorek, 1 sierpnia 2017

Jarmark Dominikański 2017

Odpoczęliśmy już po niedzielnej wyprawie do Gdańska.

To był fajny pomysł, by pojechać tam klimatyzowanym,
 piętrowym pociągiem Słoneczny 
relacji Warszawa-Ustka.



Czas przejazdu na trasie prabuty-Gdańsk - 50 minut.

Czas oczekiwania na bramki autostrady Bursztynowa 
(by wyjechać z Gdańka tego dnia: 15 km w korku)

Zrobilismy 10 km cudnymi, zatłoczonymi 
uliczkami Jarmarku, chłonąc jego klimat. 
Podziwialiśmy głównie rękodzieło. 
Najwięcej czasu przeznaczyliśmy na część z historią...

Drzewo Przyjaźni



Mega frytka ;-)


i kilka fotek zatłoczonych uliczek części ze starociami <3 p="">




                                       Komuś tu coś się psuło. Naprawione "trytytkami".





W krainie starych książek....


Miałam kiedyś taki dworzeć, i taką kolejkę...
Ba - kupiliśmy kiedyś też Oli - leży gdzieś na szafie.







i dalej wśród książek...







Moja mama miała torebkę wyklejoną koralikami jak ta.
Chyba inny wzór, kwiecisty,
 ale bardzo mnie wzruszyła ta - zobaczona w niedzielę.



A to cudeńko grało......


Można było zobaczyć też psy o ton jaśniejsze od siebie.




i najładniejszą maszynę do waty cukrowej ;-)


Tam w oddali zwiała mi znajoma :-) 
Minęłyśmy się, ale złapałam jej różowy plecak aparatem ;-)


Chłodziliśmy zmęczone kopytka.



Przecudna kolejka do Baru Turystycznego...


Orzeł w tle, ale Jędrek nie przepada za takimi dużymi postaciami.





                                                Pyszne lody mrożone ciekłym azotem..



                                                     i kolejny odpoczynek nad Motławą.



                                                              Urokliwe kamieniczki...


rusztowania na remontowanym kościele...


                                        I Neptun oblegany tak, że trudno o miejsce na fotkę.



Zatrzymaliśmy się też, by poszukać bursztynów:





                                                   i schłodzić w kurtynie wodnej ;-)



To był naprawdę udany dzień ;-)

Kto nie był na Jarmarku - niech zajrzy.
Ta magia jeszcze trwa ;-)