poniedziałek, 21 lipca 2014

Jędruś i Laban


Kiedy po raz pierwszy zobaczylam u Bielemorele konika na kiju
wiedziałam, że MUSZĘ uszyc Jędrusiowi takiego samego.
Tylko jakby ciagle brakowało czasu.

Tydzień temu, w niedzielę Jędrek zasnął z J.
i stało się:)
Wydrukowałam schemat,
wyszperałam szmatki, wlóczkę, kij i zaczęłam.

Kurs jest idealnie rozpisany więc nie będę Was zamęczała
etapami szycia.

Bardziej kreciło mnie to, ze znowu MAM CZAS.
Że znowu moge usiąść przy maszynie,
ciąć tkaniny, dopasowywać.
nie myslałam, że dawało m ito wczęsniej aż tyle radości.

Najpierw był szablon:


Potem byl jeden dzień szycia, wypychania i obsadzania na kijku.


Początkowo Jędrulek czuł respekt przed koniem:)



  ale dzielnie doniósł go do taty:)


a tata pokazał, że koń jest super :)


Jędrek głaskał konika i tulił:)




Ba, nawet zastanawiał się, czy on może nie głodny
karmiąc go jakąś częścią, którą miał w rączce (przejściówka minijack :))



Zaprzyjaźnili się tak, że poszli do namiotu:)



To Laban - nagroda dla tego, kto zganie skąd to imię:)))

Znowu w moim domu słychać było maszynę do szycia.
Mam juz naszykowane tkaniny na nastepną rzecz...
szukam czasu:)





sobota, 17 maja 2014

..talent i pasja:)

Ola śpiewa od dawna.
Wczoraj miała szczęście zaśpiewać na deskach Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku.

Wśród zgłoszonych niemal tysiąca dzieci mieszkających na Pomorzu
gęste sito komisji w trakcie eliminacji powiatowych
wyłoniło 37 diamentów.





I jednym z diamentów była Ola.


Wczoraj był finał  w Gdańsku.

 Najpierw sprawdzanie odsłuchów....


 Potem występ finałowy. 
Nieważne, że miała dwudniowa chrypkę, przetrenowane gardło. 
Dała z siebie wszystko i wyszła super.
Jak będę miała nagranie wrzucę link do występu.

  


W komisji zasiadł między innymi Jacek Skiba i Laura Łącz.


Występowało 37 diamentów - każdy miał wielki talent.
Poziom występów był bardzo wysoki
 co wielokrotnie podkreślał i prowadzący
 i członkowie komisji.

Gala Finałowa.


W kategorii "szkoła podstawowa" i w kategorii "gimnazjum"
zwyciężyła gimnastyka artystyczna.
W kategorii "szkoły ponadgimnazjalne" wygrała piosenka aktorska.

Mimo, że nie mamy nagrody
 mamy doświadczenie zdobyte na występach finałowych,
świetne wspomnienia
i świadomość bycia jednym z 37 diamentów:)))




wtorek, 6 maja 2014

...w gabinecie...

Powstał dawno temu.
Spontanicznie. W dwa dni zrobiliśmy remont.
I  już.

Pracowałam w nim ładnych parę lat i dojrzałam do nowego gabinetu.
Z wypiekami na twarzy planowałam remont.
 I oto powstał.
Turkusowo-brązowy.
Wymarzony:)








Pracowałam w nim rok, gdy okazało się,
że na świat przyjdzie Junior.

Gabinet przylegał przez ścianę do sypialni.

Zapadła decyzja: remont.

Obecny gabinet został po modernizacji pokojem Jędrulka.

Stary gabinet przeszedł metamorfozę - jest gabinetem w kolorze fiołkowym.







Od wczoraj od nowa jest w nim życie.

Mimo, że nie planowałam w tym roku  reaktywować go
 z racji śladowych ilości wolnego czasu,
ale stało się.


Od wczoraj znowu sama jestem sobie sterem, żeglarzem, okrętem.

Już zapomniałam jakie to cudne uczucie.:)



poniedziałek, 24 marca 2014

Cuda się zdarzją:)


Pełna złych emocji pojechałam dziś rano 
do powiatowego miasteczka,
by definitywnie pozbyć się mojego wysłużonego opla,
którego dwa miesiące temu zastąpiłam cytrynką:)

Wczoraj spisaliśmy umowę z kolegą, który go przygarnął.

Pojechałam z góry nastawiona na NIE,
bo oto mam trzy godziny wolne (zaczynam pracę o 11.15)
i spędzę je w poczekalni Wydziału Komunikacji.

A tu...
miła niespodzianka.

PUSTO:))))

W poniedziałki rano kłębią się tu tłumy 
po sobotnich i niedzielnych giełdach.

Dziś było pusto.

Pobrałam numerek, który za minutę wywołano.
Cztery minuty od wejścia do budynku wychodziłam z niego.
Zdążyłam jeszcze podjechać do ubezpieczalni
i zgłosić sprzedaż auta.

Cuda się zdarzają:)

Zostawiam Wam kawę:)

Niech wszystko dziś będzie takie proste:)


wtorek, 25 lutego 2014

Niedzielna wycieczka:)


Dziwny tydzień się zapowiada, 
bo przyszło mi pracować niemal bez odpoczynku przez dwa tygodnie.
Właśnie trwa ten drugi.
W sobotę byłam na wykładach
Polskiego Związku Logopedów
w Gdańsku.
Kapitalne wykłady,  a spotkanie z KOPIKO
(wirtualną koleżanką) jeszcze fajniejsze..
i w sumie ta kawa z Hanią to był jedyny odpoczynek.

W niedzielę J. przeciągnął się rano,
wyjrzał przez rolety
i rzucił hasło..
"Nad morze jedziemy".
Po 40 minutach siedzieliśmy w aucie.

Do Gdańska mamy 130 km...
dzień wcześniej sama zrobiłam tę trasę,
teraz jechaliśmy wszyscy.

Najpierw wielka zabawa  w SMYKU :)
ot tak..


siostra z bratem:)

Potem udawali, że pozują do zdjęcia.


a potem weszłiśmy do oceanarium.

Jędrulek był zachwycony:
tak blisko ... takie ryby...



A Ola robiła rybom zdjęcia. 







A ta rybka po prostu zakochała się w obiektywie:




 I jeszcze cieniutkie płaskie ryby:)

 

Dzień pełen wrażeń zakończylismy w Barze Przystań
w Sopocie, przy samej plaży.

Junior pozował do zdjęć:)



W barze było tłoczno, ale ryba warta czekania:)

 a po obiedzie poszliśmy oglądać ptaszynki na wodzie
radośnie okrzyknięte przez Juniora "kaka":)



Nie tak latwo pchać wózek pod górkę po piachu:)


No to wracamy....



To podobno była wolna niedziela i cudowny odpoczynek.
Tylko czemu jestem taka zmęczona?

środa, 19 lutego 2014

zmiany, zmiany, zmiany...


Nadszedł czas zmian.

Może za sprawą nowego roku (okropnie dawno tu nie zaglądałam),
może za sprawą nadchodzącej wiosny :)
może za sprawą, Jędrusia, który z każdym dniem jest coraz bardziej "dorosły".

W każdym razie...

Po pierwsze: wracam do pisania, częstszego.
Może czas zakończyć "żałobę"  po multipy?
Pisze od dawna na forum odchudzaczek, 
ale nie wszystkie moje wirtualne znajome tam bywają, bo i pewnie nie muszą.
Tak więc będzie mnie tu więcej.
I w zakresie pracy
I w zakresie pasji:))))

Po drugie:
Natknęłam się w pewnym miejscu na znany mi nick,
Bardzo znany...
Wróciłam do mojego pierwszego miejsca  w sieci,
no dobra, drugiego.
Od nowa zabieram się za wyszywanie kwadracików
dla  "kołderek za jeden uśmiech".

Przypomnaiło mi się jakie to było cudne uczucie,
gdy po raz pierwszy spotkałyśmy się realnie u jolate .....
a potem na kołerkowym szyciu.
I okazało się, że nie jestem inna, bo wyszywam, bo szyję...
Bo takich "innych" jest tu z 50 sztuk:)
Że jestem... normalna, jak i one :))))
Tak więc mam juz pierwszy schemat
(opracowany przez moja sis:))
Dobieram kolorki i lada moment zaczynam znowu wyszywać:)))

Po trzecie:
Od poniedziałku biegam.
Pokochałam bieganie kilka lat temu, biegałam co wieczór.
Najdłuższa trasa liczyła 13,5 km w 1,5 godziny.
Niestety w ciąży musiałąm leżeć, potem trzy operacje nóg.
Potem malutki Jędrulek.
Ale Jędruś ma juz 1,5 roku, nogi są zdrowe,
a ja w poniedziałek i wtorek wieczorem
założyłam biegowe ubranka, wpięłam w uszy słuchawki i ...
pobiegłam.

Tęskniłam za tą chwilą.
Ciało nie zapomniało....
Poniedziałek - 3 km w 25 minut
Wtorek - 4 km w 35 minut.

Znowu biegam:)))


Jeśli tu zaglądacie miło byłoby o tym wiedzieć.

Ja tu będę częściej.
Czas na nowe, żywe miejsce w sieci:)






niedziela, 1 września 2013

Goście z zaświatów.


Przeglądając ulubiony Szmatex trafiłam na bluzkę.
Za duża na Juniora i na wszystkie znajome mi dzieci.
Szkoda, bo fajna:)


Goście z zaświatów opanowali mój święty spokój.
Wróciłam od kasy.
Wrzuciłam do koszyka, zapłaciłam.
Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że jeśli nie kupię,
będzie mnie to męczyło.
Cena powalająca - 3,5 zł.
 
Marzyłam, by znalazła się dziś taka chwila,
bym mogła zniknąć w gabinecie.

Pierwotnie miała wyjść poduszka,
 ale musiałam dopasować wymiar 
do wymiaru motywu z bluzki.
Nie chciałam stracić żadnej postaci.

bluzka za 3,5 zł :)

szmatka wyszperana wcześniej

no i szyjemy wieczorową porą :)

każdy stwór został dookoła obszyty
W sumie wyszła standardowa poszewka na jaśka,
ale Junior nie śpi na poduszce.
 

Włożyłam do środka cztery warstwy ocieplacza
 i mamy coś w rodzaju...
poddupnika:)))))
 

Coraz chłodniejsze dni, a on z pupą na podłodze:)


Nie zapomniałam jak się szyje.
Odpoczęłam... jak kiedyś....